SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA… czyli rzecz o ksylitolu – naturalnym słodziku, który nie tylko nie szkodzi, ale pomaga

Przy różnych okazjach zwykliśmy życzyć sobie dużo szczęścia i słodyczy. Nad szczęściem nie zamierzam się – tym razem – rozwodzić; co do słodyczy, to czytelnicy WŚ doskonale wiedzą, jakie – całkiem gorzkie – skutki przynosi jedzenie najpopularniejszego środka mającego osłodzić nam życie, czyli sacharozy, zwanej pospolicie cukrem. Czy tak musi być, że za osładzanie sobie losu trzeba płacić boleśnie.?
Odpowiedź brzmi – nie. Jesteś zaskoczony, Czytelniku? Owa pod względem barwy i konsystencji wyglądająca prawie jak cukier i bardzo podobnie smakująca substancja, nie szkodząca jednak naszemu zdrowiu, nazywa się

KSYLITOL

i jest tak zwanym alkoholem cukrowym. W jego cząsteczce jest 5 atomów węgla i między innymi ta jego cecha sprawia, że – w przeciwieństwie do cukrów sześcio- i dwunastowęglowych takich jak: glukoza, fruktoza, sacharoza czy laktoza – nie fermentuje w przewodzie pokarmowym.
To z kolei pozwala całkiem bezkonfliktowo łączyć ksylitol w zasadzie z każdym innym spośród podstawowych składników pokarmowych, czyli białkiem, skrobią i tłuszczami.
Co bardziej światli zjadacze cukrów prostych wiedzą zapewne, że cukry te dobrze trawią się, w zasadzie, tylko w towarzystwie kwasów organicznych – i to najlepiej tych zawartych w owocach; tymczasem tu mamy do czynienia z naturalnym słodzikiem, który dobrze czuje się w przewodzie pokarmowym w prawie każdym towarzystwie, a najważniejsze, że i przewód pokarmowy jest zadowolony, goszcząc ten biały proszek wśród składników pokarmowych.
To jedna z wielu cech – a wcale nie najważniejsza – która sprawia, że

ksylitol wzmacnia organizm

i działa uzdrawiająco, a zatem z zupełnie odwrotnym skutkiem niż słodka, biała śmierć.
W organizmie przetwarzany jest powoli i z minimalnym udziałem insuliny, wskutek czego posiada ponad czternastokrotnie niższy indeks glikemiczny od cukru. To czyni go bardzo bezpiecznym również dla diabetyków.
Zresztą od dawna wiadomo, że niezależnie od stanu sił witalnych trzustki częste jej pobudzanie do produkowania dużych ilości insuliny przyśpiesza starzenie się organizmu. Ksylitol utrzymując niski popyt organizmu na insulinę, przeciwdziała procesom przedwczesnego starzenia; ponadto zawiera prawie dwa razy mniej kalorii niż cukier.

W przeciwieństwie do sacharozy, która jest „złodziejem” mikroelementów, ksylitol zwiększa ich przyswajanie – w tym również wapnia; przywraca w ten sposób właściwą konsystencję kości. Z tego względu jego spożywanie zalecane jest osobom zagrożonym i dotkniętym osteoporozą. Jego

antybakteryjne działanie

podnosi odporność organizmu.
Powyższa zaleta dotyczy wszelkich infekcji, ale ksylitol potrafi też likwidować drobne ubytki próchnicze oraz zapalenie dziąseł i ozębnej, gdyż między innymi, przywraca właściwe pH śliny.
W tym miejscu przydatna jest wskazówka, aby np. po umyciu zębów wziąć do ust odrobinę ksylitolu, długo rozpuszczać go w ślinie i przed przełknięciem przepłukać nim jamę ustną. Zaleca się też stosowanie ksylitolowego aerozolu do nosa, gdyż taka praktyka powoduje zatrzymanie rozwoju bakterii powodujących zapalenie ucha środkowego – co jest szczególnie częstą przypadłością mlekopijnych dzieci – oraz zmniejsza występowanie alergii, astmy i infekcji zatok.
Ksylitol jest także skutecznym środkiem przeciwko szkodliwym bakteriom przewodu pokarmowego – np. Helicobacter pylori, której przypisuje się m. in. owrzodzenie żołądka. Ogranicza też rozwój pleśni i drożdżaków w jelitach, np. Candida albicans.
Godne podkreślenia jest też, że po jakimś czasie jego używania zmniejsza się łaknienie cukru.

Jeszcze do niedawna ksylitol był używany prawie wyłącznie jako

dodatek do produkcji słodyczy tzw. dietetycznych – u nas najczęściej jest obecny w bezcukrowych gumach do żucia.
W kilku krajach wschodnich, gdzie zakazane jest używanie syntetycznego, silnie toksycznego aspartamu (np. w Japonii), ksylitolem (lub wyciągiem ze stewii, o której już pisano w WŚ) bywają słodzone napoje typu light.

Jakiś czas temu w naszych aptekach były w sprzedaży tabletki, które reklamowano jako: środek trwale usuwający nieświeży oddech. Wprawdzie owa trwałość utrzymywała się tylko około 6 godzin, a głównym składnikiem specyfiku był cynk organiczny, ale przy okazji podkreślano, że: zawarty w tabletkach ksylitol chroni zęby przed próchnicą.
Ponadto hamuje wnikanie wirusów do komórek nabłonka gardła, a także rozwój flory bakteryjnej, będącej źródłem zakażenia, tym samym zapobiega infekcjom i przerywa już toczące się zakażenia gardła.

Po tych peanach na cześć ksylitolu być może w Twoim, Czytelniku, umyśle zrodziło się pytanie o

przeciwwskazania

i – jeśli należysz do coraz liczniejszej części populacji żywiącej się w aptece – zapewne przygotowany jesteś na jeszcze dłuższą rozprawę na ten temat. Nic z tego!
Jakkolwiek wiadomo, że każda substancja wprowadzana do organizmu ma dwojakie działanie: jednocześnie leczy ale też szkodzi w różnych proporcjach zależnych od jej składu jak i osobniczej percepcji ustroju, ksylitol w związku z tym też ma swoje obciążenia.
Niemniej ze wszelkich dostępnych nam opracowań naukowych – a tych na świecie istnieje już co najmniej półtora tysiąca – wynika, że to słodkie dobrodziejstwo szkodzi w tak rzadkich okolicznościach, iż na dobrą sprawę, można by było odpuścić sobie wywód na ten temat; rzetelność podpowiada jednak, aby uprzedzić i o nich.

Ksylitol jest substancją naturalną, która powstaje w jelitach ludzkich jako produkt dokonującej się w nich częściowej fermentacji błonnika z warzyw, owoców i pełnych zbóż. Są to małe ilości, niemniej jest to informacja, iż człowiek przyswaja owe dawki, ale różnie może być z ksylitolem podanym z zewnątrz.
Może się okazać, że ilość enzymów potrzebnych do jego strawienia, produkowanych przez ustrój danej osoby jest za mała, aby bezkonfliktowo poradzić sobie od razu ze zbyt dużą dawką spożytego ksylitolu.
Standardowo zaleca się spożywanie do 15 g ksylitolu dziennie (około 3 łyżeczek), jednak wskazane jest dochodzenie do tej ilości stopniowo, aby organizm miał szansę powoli przyzwyczaić się do jego trawienia.
Zbyt duże spożycie bez przygotowania może skutkować lekkim rozwolnieniem. Dlatego warto zacząć od bardzo małych dawek: mieszczących się dosłownie na czubku łyżeczki, potem możemy zwiększać ilość w zależności od upodobań smakowych i potrzeb zdrowotnych.

Czy jest jakaś określona grupa lub kategoria ludzi, których należy trzymać jak najdalej od ksylitolu? Owszem, tak – są to

noworodki, niemowlęta i małe dzieci

– przynajmniej przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt pierwszych miesięcy życia.
Obecnie, coraz częściej młode matki mają kłopoty z pokarmem, a pediatrzy zalecają kobietom, aby rekompensowały ten brak – tak koniecznej do życia w pierwszym okresie – laktozy, dokarmiając dzieci herbatkami słodzonymi rafinowaną glukozą.
Chyba trudno o gorszą radę, ale na temat wpływu tego jednocukru na przyszłą huśtawkę glikemiczną trzeba by poświęcić osobną rozprawę. Darujmy sobie teraz te rozważania i sprowadźmy je do stwierdzenia, że próby zastąpienia laktozy z mleka matki jakimkolwiek innym cukrem odcisną trwałe piętno na organizmie dziecka, osłabiając jego odporność na wszelkie infekcje i zakłócając gospodarkę enzymami trawiennymi. Ksylitol jest w takiej sytuacji kiepską alternatywą.
Po pierwsze: uzyskanej w wyniku jego trawienia glukozy będzie stanowczo za mało, aby zaspokoić zapotrzebowanie organizmu na ten cukier; po drugie: jako substancja obca dla przewodu pokarmowego małego człowieka – mocno reagującego na każdą nową substancję – może przynieść więcej szkody w postaci zaburzeń trawiennych niż korzyści; wreszcie po trzecie: wskazane jest zastanowić się, czy w ogóle warto przyzwyczajać dziecko do – co tu kryć? – nadmiernie słodkiego smaku, jakim charakteryzuje się ksylitol. Dlatego, jeśli już ktoś koniecznie chce słodzić niemowlęciu herbatki ksylitolem – bo jakiekolwiek cukry wyizolowane stanowczo odradzamy – to zalecane jest długie przyzwyczajanie dziecka, rozpoczynając ten proces od dosłownie kilku ziarenek dziennie; a i tak będzie to wystarczająco silny bodziec dla młodego organizmu.
Konkluzja jest prosta: przez pierwsze miesiące życia mleko matki jest najlepszym pożywieniem – i jednocześnie napojem – i trzeba zrobić, co tylko w mocy obojga rodziców, aby ich dziecko otrzymywało właśnie taki pokarm, choćby miał on pochodzić od innej kobiety.
Natomiast ksylitol odłożyć na późniejszy okres, gdy dziecko trochę podrośnie i będzie dobrze reagować na błonnik z warzyw, owoców i zbóż.

Zanim poczęstujemy swoją pociechę ksylitolem lub wyrobem nim posłodzonym – bo przecież takowe też można sobie przyrządzać – proponujemy wypróbować jego zalety na organizmach osób dorosłych.
W tym miejscu pozwalamy sobie na lekko żartobliwe przedstawienie pewnej jego wady. Rzecz dotyczy wspomnianych wyrobów. Otóż – skoro ksylitol ogranicza rozwój pleśni i drożdżaków w przewodzie pokarmowym – to i próby upieczenia ciasta drożdżowego słodzonego ksylitolem mają małą szansę powodzenia. Przecież drożdże rosną najlepiej na cukrze, a ksylitol jest alkoholem cukrowym, który z węglowodanami prostymi ma niewiele wspólnego, tylko tyle, że jest słodki. Tak więc drożdże nie pożywią się na ksylitolu i ciasto nie urośnie.
Ale, na przykład: zmieszanie niedużej ilości wodnego roztworu tego słodzika z tahiną – zwaną też masłem sezamowym – da nam wyśmienitą, domowej produkcji chałwę, która będzie na pewno dużo mniejszym obciążeniem dla organizm niż kupiona w sklepie. Wcześniej wspomniane spożycie 15 g ksylitolu dziennie, to bardzo ostrożna dawka – jakkolwiek może się zdarzyć, że w indywidualnych przypadkach i ta ilość będzie za duża; niemniej fińscy naukowcy utrzymują, że docelowo dopuszczalne jest konsumowanie w ciągu jednego dnia nawet do 40 g ksylitolu, czyli ok. 8-10 łyżeczek.

Ksylitol znany jest już od ponad stu lat. Po raz pierwszy został wyizolowany pod

koniec XIX wieku

– czyli w czasie, gdy cukier był jeszcze towarem luksusowym i stać na jego nabywanie było tylko stosunkowo skromną garstkę konsumentów. Tak się jednak stało, że to właśnie cukier zrobił karierę, co z czasem sprawiło, że powstał tak prężnie działający przemysł cukrowniczy, iż rafinowana sacharoza stała się towarem tanim i ogólnodostępnym, spożywanym wręcz masowo.
Ksylitol natomiast został zupełnie zignorowany przez przemysł. Ale obecnie zaczyna się jego powrót. Od niedawna jest też osiągalny, na razie w sklepach ze zdrową żywnością w swojej najczystszej postaci – bez żadnych dodatków – czyli w takiej, jaka pozyskiwana jest najczęściej z drzewa brzozy.

Traktowanie ksylitolu wyłącznie jako słodzika jest jawnym ignorowaniem jego walorów prozdrowotnych, które stanowią ogromną większość jego wszystkich zalet. Właśnie te jego wartości wybijają się na pierwszy plan i właśnie dla nich polecamy to słodkie cudo uwadze Czytelników.
To dzięki nim możemy śmiało życzyć już obecnym, ale i przyszłym konsumentom ksylitolu zarówno smacznego jak i zdrowego jego spożywania, mając przy tym świadomość, że owa dedykacja nie pozostanie wyłącznie w sferze życzeń.

Artur Lasoń
Artykuł ukazał się w „Wegetariańskim Świecie” nr 90/grudzień 2003

ARTUR LASOŃ jest muzykiem, aktorem, dziennikarzem i wykładowcą. Tworzy i wykonuje muzykę elektroniczną, eksperymentalną, o charakterze ilustracyjno-medytacyjnym. Jego sztandarowym dziełem jest kompozycja pt. Znak zasłuchania. Jako dziennikarz współpracuje ze stacjami radiowymi oraz magazynami muzycznymi i ezoterycznymi, w których zajmuje się aspektami dotyczącymi duchowej strony muzyki. Jako wykładowca prowadzi warsztaty poświęcone świadomemu doświadczaniu rzeczywistości oraz przedstawia autorski program o nazwie Ekologia Umysłu.
Kontakt z autorem: FEMME – For Electronic & Meditative Music Evolution tel.: 0-22/617 84 91, www.xorceria.com/artur/index.html